[ mieszkanie Wojtka ]
{ oczami Wojtka }
Ból głowy przerwał spokojny sen .
Kurwa, po co mi było te kilka drinków przed snem ?
Odwracam się z brzucha na plecy i czuję ręce Oli na mojej klatce piersiowej .
Zamykam oczy i widzę powtórkę wczorajszego wieczoru .
Ta laska jest niesamowita, jej cudowne ciało pobudza mnie . Swoim ciałem i umysłem sprawia, że jestem w stanie zrobić dla niej wszystko.
Ból głowy nie daje mi spokoju . Powoli, żeby nie przerwać snu Oli wstaje z łóżka i idę do łazienki .
W szafce nad zlewem sięgam po tabletki przeciw bólowe . Po połknięciu dwóch wychodzę do kuchni, gdzie piję 2kac'a .
Ola śpi wtulona między poduszki. Jedną z nich obejmuje .
Sprawdzam jedzenie w lodówce ( brak jedzenia ) i godzinę . Okazuje się że jest dopiero 9:34 .
Spokojnie zdążę zrobić zakupy zanim Ola wstanie .
Wracam do łazienki i po raz pierwszy dzisiaj patrzę w lustro .
Wyglądam całkiem okej ... nie licząc czerwonych, długich pręgów na mojej klatce piersiowej .
Wygląda na to, że Ola wbijała paznokcie, mocniej niż myślałem .
Szybko się ogarniam i po 15 minutach wychodzę z domu w dżinsach i koszulce do sklepu naprzeciwko apartamentowca.
Pół godziny stania w kolejce ze zwykłymi rzeczami takimi jak bułki, mleko, kawa i jestem w domu .
Po cichu wchodzę do mieszkania i ...
- Wojtek ? Gdzie Ty byłeś ... ? -słyszę zaspany głos Oli.
- W sklepie . Obudziłem Cie ? - pytam podchodząc do łóżka i rzucając zakupy na stół .
- Nie ... już chwilę nie śpię . O której wstałeś ?
- Po dziewiątej, jak się spało ? - siadam na brzegu łóżka .
- Dobrze ... ale zdecydowanie bardziej mi się podobało to co robiliśmy przed spaniem... - przeciąga się i kładzie mi głowę na kolana .
- Tak mi też się bardzo podobało ... - całuję ją we włosy .
- Chodź tu ... - pociąga mnie na siebie .
Nie dałem się i wstałem z łóżka .
- Ja idę robić śniadanie, a Ty wstajesz, koteczku. - uśmiecham się i, mimo udawanych płaczów, idę do kuchni .
Później wszystko jak zawsze. Jemy wspólne śniadanie i pijemy kawę a potem odwożę ją do domu.
- Dzięki że dałeś się wogóle namówić na tą kolację. Zdzwonimy się ? - pyta Ola kiedy już ma wysiadać .
- Tak, tylko dzisiaj wieczór mam w domu z rodziną .. wiesz .. mama, tata, brat, Konrad i siostra więc ... - kłamię jak z nut.
- A ... to okej . Ale może jakoś jutro ? - proponuje .
Czemu okłamuję kogoś tak niewinnego ... ?
- Tak, jutro mogę. I myślę, że pora umówić cię na kolację z moimi rodzicami ... - uśmiecham się .
- Żartujesz ... ?
Może najpierw powinienem wogóle powiedzieć że kogoś mam?
- Nie, mówię poważnie, ale to zobaczymy .
- Okej ... pa, kochanie . - całuje mnie .
Nie chcę jej puszczać, nie chce żeby wysiadła .
- Cześć skarbie. - uśmiecham się a ona wysiada .
Macham i odjeżdżam.
Jest 13:06 ... mamy się spotkać na obrzeżach miasta .
Wczoraj przed kolacją dostałem smsa od West'a .
Mamy się spotkać pod pewnym domem . Obserwować . Wieczorem wprosimy się na domówkę i tak jakby ... robimy wpierdol jednemu kolesiowi .
Zjeżdżam na stację benzynową i wyciagam z bagażnika torbę z ciuchami .
W toalecie przebieram się . Wszystko fajnie, tylko glany latem to chujowa sprawa . Czarne spodnie, koszulki - ok . Ale glany ?
Bezsensu . Ale trudno no .
Kiedy czerwona bandamka jest na nadgarstku a przyciemniane nerdy na nosie wychodzę z łazienki .
Jakaś laska za ladą patrzy na mnie i się uśmiecha, okej .
Zwijam opakowanie ciastek i puszkę z napojem energetycznym, podchodzę do kasy i mówię :
- Nic nie widziałaś, a ja zapłaciłem. Ok ? - uśmiecham się i puszczam oczko.
Poza nami nie ma tu nikogo . Jakaś baba na zewnątrz i facet co tankuje jej samochód.
- Tak ... - mówi z uśmiechem .
- Tak myślałem, że się dogadamy . Fajna jesteś ... - znowu puszczam oczko i szybko czytam plakietkę na jej koszulce . - Do zobaczenia, Lena .
Wychodzę ze sklepu i wsiadam do Porsche, które stoi na parkingu obok stacji .
Dzwoni telefon . Otwieram ciastka i odbieram .
- halo ?
- gdzie jesteś ? - pyta West.
- powiedzmy że w drodze bo musiałem żarcie kupić .
- Tylko byś żarł ... a o której będziesz ?
- Zależy ... jakie korki ale koło 15 będę .
- Okej ... kaca masz ? Głos jak po melanżu .
- No trochę wypiłem wczoraj ...
- Beze mnie ? Kurwa co Ty sobie myślisz ?
- Z Olą ..
- Aaaa to wyjaśnia . Powiesz czy fajnie się rucha jak już dojedziesz. Nara .
- Ok . Narka .
Zjadam kilka ciastek, i jadę na miejsce spotkania .
O 14.43 jestem na umówionym parkingu .
West wysiada ze swojego czerwonego Ferrari .
- jesteś sam? - pytam .
- Taaa to sprawa dla nas obu . Po co więcej ludzi ?
- W sumie ... wyjebane .
- Co taki wkurwiony jesteś? - pyta zdziwiony . - Zwykle byłeś spokojny.Coś z Tobą nie tak .
- Takie życie . W sumie chujowo bo mam propozycje transferowe za granicę i nie wiem czy korzystać .
- Dużo płacą ?
- No ..
- Jedź stary. Wyjdziesz z tego gówna. Ja za rok lecę do Nowego Jorku . Więc ... lepiej spieprzaj póki możesz.
- Czemu wylatujesz ?
- Bo będę miał tyle kasy że mi na haj lajf starczy i nie będę się musiał użerać z jakimiś dupkami . Ktoś przejmie chłopaków i wyścigi ode mnie . Pozatym poznałem fajną dziewczynę i chyba to ta . - mówi .
Chyba pierwszy raz nie użył tekstu : Cizia , suczka, laseczka, dupeczka itp .
- Wow . Ta jedyna?
- Tak myślę . - uśmiecha się. - Dawaj te ciastka, co sam wpierdalasz ?
- Masz . - podaje mu paczkę .
- Coś jeszcze Cię gryzie . Mów .
- Okłamuję moją dziewczynę . Że teraz jestem u rodziców i takie tam. Nie wie, że mam propozycje zagraniczne.
- Ouuu to niedobrze .
- Tsa . Myślę żeby chociaż o wyścigach wiedziała . O tym co .. teraz robimy lepiej nie . Ale o wyścigach ...
- Stary jedno i drugie jest powiązane . Mówisz o wyścigach to mówisz o wszystkim . Albo zaakceptuje albo będzie tą która Cię zmieni . - mówi poważnie . - albo spierdzieli z krzykiem .
- Spierdalaj . - śmieję się . - Serio stary nie mogę tego zjebać .
- To mamy tą samą sytuację . Powoli będziemy z tym kończyć, uświadom jej to .
- Znaczy że mam jej powiedzieć ?
- Skoro jest tego warta . - uśmiecha się . - No i mógłbym ją poznać ale niee bo po co ...
- wezmę ją na jakieś wyścigi to poznasz .
- oks.
To był koniec naszych " zwierzeń " . Reszta to komentarze o jakiś lansiarach na ulicy, samochodach, meczach, wyścigach itp.
Czas nam mija na gadaniu, piciu ( energetyzujące napoje pomagają na kaca ) .
O 20 do domu zaczynają schodzić się ludzie .
Trochę nie ogarniałem czemu musieliśmy tu siedzieć od 14 ale West twierdzi że trzeba było obserwować dom bo coś tam ... nieważne .
Kilka godzin życia poszło w dupę ...
- Chodź ... impreza jest od 19 ajuż. prawie 21. Są najebani . Zgarniamy chłopaka, obijamy mu ryja i spieprzamy . - mówi West .
- Okej .
Wysiadamy z samochodu . I idziemy do domu chłopaka, który wisi West'owi 20 tysięcy .
Niezłe długi, lol .
Wchodzimy przez drzwi wejściowe bez większych problemów . W środku jest typowa domówka . Wódka, seks , muzyka, milion jakiś napalonych lasek , niewyżytych koksów .
Wszyscy pijani . Szukamy jednego typa, który właśnie wychodzi do ogródka.
Ledwo idzie, chwiejąc się w stronę krzeseł przy płocie .
- Tam jest . - mówię .
- Wpierdol i spadamy .
- Czemu? Niezły melanż .
- U mnie będzie lepszy, chodź .
Idziemy naokoło basenu i stajemy naprzeciwko gościa . Wokół nas nie ma dużo ludzi. Jakaś parka liże się, przy basenie tańczą ludzie. Kilku pływa .
Ciągniemy go za ramiona w róg podwórka i West przypiera go do drewnianego płotu .
Wymierzam jeden szybki i mocny cios w jego brzuch .
- Kasa, skurwysynie . - mówi West.
- N-nie mam . - mówi cicho i wcale nie tak jakby był nawalony .
- Eee no, trzeźwy jesteś . Widzę że się dogadamy . - odsuwam go i mocniej popycham do płotu .
- Aaaaaa.! Kurwa ... - mowi z bólu upadając na ziemię .
- Masz pieniądze ? - mówi West .
- Będę miał ... daj mi czas.
- Twój czas skończył się dzisiaj . Twoi starzy się nie ucieszą z tego co za chwilę się tu stanie, wybacz . Spróbuj coś nagadać policji a będzie gorzej. Jasne? - mówię i West kopie go w brzuch .
- T-tak - pluje krwią .
- Nic nie powiesz ? - upewnia się West .
-T.. ak tylko .... nie zabijaj . - cała jego koszulka była zakrwawiona .
- nie zabije . - uśmiecha się ironicznie i ponownie go kopie .
- Chodź zrobić mu rozpierdol w cenie długu .
Szliśmy podwórkiem kiedy połowa ludzi już nie kojarzyła faktów totalnie .
Przed szklanym wejściem do domu stały 3 metalowe krzesełka, które były puste .
- Pora na rozpierdol. - powiedział West .
- Zabawmy się...
Złapałem za jedno z nich i szybkim ruchem rzucilem w szklane drzwi .
Szyba rozbryznęła się na milion małych kawałeczków i poleciała na ziemię .
Jakieś nawalone dziwki zaczęły krzyczeć .
Słyszę śmiech West'a .
- Od razu lepiej, nie ?
W gruncie rzeczy podobała mi się ta sytuacja .
W srodku domu znaleźliśmy kij bejsbolowy i golfowy . Postanowiliśmy zrobić z nich użytek i wszystkie okna i szyby w domu poleciały z hukiem .
Ludzie powoli zaczęli uciekać piszcząc . Na tyle ile mogli iść ... i jeżeli wogóle mogli . Tyle wódki robi swoje ...
W garażu stał nowy Mercedes.
I tu powinno zaboleć najbardziej.
Garaż był zamknięty, dopiero po rozwaleniu drzwi mogliśmy tu wejść .
- Niezła fura . - dotykam czarnego, nowego lakieru sportowego samochodu .
- Taaaaa... aż szkoda rozjebać . - uderzył kijem golfowym w przednie światła samochodu.
- to takie kurwa okrutne .
Uderzyłem kijem bejsbolowym w sam środek tylnej szyby .
Włączył się alarm, który niemiłosiernie wył . Szybko powybijaliśmy resztę szyb i porysowaliśmy całkiem nowy lakier .
Kiedy wychodziliśmy z zamiarem powrotu do domu słychać było dźwięki syreny policyjnej .
Jakiś Koleś szedł i mówił że sąsiedzi zadzwonili bo przeszkadzał im hałas .
Przez drzwi weszło dwóch policjantów .
_________________________________
Dziękuję za Wasze komentarze, bo to one mnie motywują <3 to takie miłe, że ktoś lubi to czytać :) Dziękuję <3
Jak myślicie co dalej? ;>
Love xx
Super !! Zajebisty pomysł :D
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.
To trzymanie w napięciu (y) xD
Jaka Akcja :3
OdpowiedzUsuńmówiąc książkowo " zapiera dech w piersiach " :D
Gratulacje :* wspaniale piszesz ;)
WIĘCEJ TAKICH ! :3
OdpowiedzUsuńextra!
OdpowiedzUsuń