piątek, 24 maja 2013

Rozdział 18.

- Dzięki za wieczór . - całuję Olę na pożegnanie . - Do zobaczenia wieczorem . Będę o 18:30.
- Cześć kochanie.- uśmiecha się i wysiada .
Patrzę jak wchodzi do domu i odjeżdżam.
Jest niesamowita, ale strasznie dużo gada, to trochę irytujące.
Wczoraj musiałem na nią nawrzeszczeć żeby była cicho. Nie chciałem ale musiałem ... nic nie poradzę . Kocham ją bardzo mocno. 
Jadę Warszawą bez konkretnych planów na dzisiejszy dzień . Może oprócz tego że po południu muszę się spakować skoro mamy jechać . No i kolacja . Super .
Zwalniam na skrzyżowaniu, bo zauważam radiowóz kiedy nagle ... wjeżdża we mnie czarne audi cabrio . Uderza w bok od strony pasażera i go wgniata . Szyba wylatuje, lusterko odpada . Gwałtownie pochylam się do przodu i gdyby nie pasy uderzyłbym głową w kierownicę .
- Kurwa! - klnę .
Zapalam światła awaryjne i wysiadam z auta . Patrze na dwóch policjantów, którzy idą w naszą stronę.  Są po drugiej stronie ulicy, chwilę im to zajmie .
Oglądam bok samochodu . Gość który we mnie wjechał ma wgiętą maskę i właśnie wysiada . Ja mam wbity bok, brak szyby i lusterka, rozbity przedni reflektor .
Z samochodu wysiada facet w którym rozpoznaje ... Damiana . Czy to kurwa żarty ?
- Ty szmaciarzu! - wysiada .
- Co Ty kurwa gadasz ? Rozjebałeś mi samochód, kurwo . - już jestem wkurwiony .
Podchodzi do mnie i mówi :
- A Ty mi związek . - po czym szybko i niespodziewanie leci na mnie prawy sierpowy.
Dostaję w twarz . Coś mi chrupnęło w nosie.
- Skurwysynu! - krzyczę.
- Fajnie się rucha moją laskę ?! - krzyczy wściekły i uderza tym razem w brzuch .
Nie dam się tak . Policja widziała kto zaczął więc pora na obronę własną.
- Nigdy nie była Twoja, kurwo .
- Kto tu jest kurwą ? Chyba tylko ona ! - krzyczy .
Nie .
Mnie może obrażać ale od Oli niech się odczepi.
Szybko przyciskam go do boku jego samochodu .
- Wyzwij ją jeszcze raz a rozjebię Ci łeb o tą szybę. - mówię powstrzymując się od uderzenia go .
- Suki się nazywa sukami . Już tak ma każda dziwka . - mówi z uśmiechem .
Jak obiecałem tak zrobiłem.
Pociągnąłem go od szyby i uderzyłem jego głową w szkło .
Szyba pękła a on krzyknął z bólu. 
- Proszę się odsunąć ! - słyszę głos policjantów .
Puszczam Damiana, A on kopie mnie w brzuch aż wpadam na mój samochód .
- Proszę go zostawić . Nie dość że spowodował pan wypadek to teraz bójkę . Ten mężczyzna może teraz pana oskarżyć . - mówi policjant do Damiana .
Drugi podchodzi do mnie i pyta czy wszystko w porządku i czy wzywać karetkę . Pojawia się kolejnych dwóch, którzy rozganiają tłum ludzi wokół nas, których dopiero teraz zauważyłem.
- To on zaczął ! To wszystko on ! - krzyczy Damian z furią w oczach .
- Proszę się uspokoić ! Bo będę musiał pana zakuć w kajdanki . Widzieliśmy wypadek, który pan spowodował i mamy świadków i wypadku i bójki więc proszę się uspokoić . - mówi do Damiana drugi .
On się uspokaja a ja i dwóch innych policjantów spisujemy protokół i dzwonię po lawetę . Policja pyta czy chce wniesc oskarżenie o pobicie . Jednak odmawiam, bo okazuje się że Damian był ścigany przez policję za 2 inne pobicia .
Leżącego się nie kopie ... więc dam mu spokój.  Jak coś to załatwimy to sami . Damian został aresztowany i odwieziony na komendę . Wszystko to zajmuje ponad 2 godziny .
Kiedy samochód jest na lawecie, policjanci odwożą mnie do szpitala na badania .
Zakończyliśmy wszystkie potrzebne badania i czekam na ich wyniki .
W poczekalni postanawiam  zadzwonić do Oli .
- Cześć kochanie . - mówię .
- No hej, co tam ?
- Wybacz że zawracam Ci głowę ale ... mam prośbę . - proszę .
- Jaką ? - słyszę jej pogodny głos i przestaje mi przeszkadzać wszystko . Nawet boląca głowa i krew cieknąca z nosa .
- Możesz po mnie przyjechać ? Weź auto od Dawida czy coś ... - mówię .
- A gdzie jesteś ?
- W szpitalu, miałem wypadek i ...
- Boże ale nic Ci nie jest ? Co się stało ? Kochanie, mów szybko . Już idę do Dawida po klucze .
- Spokojnie nic mi nie jest.Trochę poobijany jestem ale to Ci opowiem jak przyjedziesz, ok?  Nie martw się, czuję się dobrze.-uspokajam ją.
-Dobrze,który to szpital? Zaraz będę.
Podaje jej adres szpitala. Który jest w sumie nie daleko od jej domu, bo ja daleko nie odjechałem a policja też długo tu nie jechała .
Ola jest po 20 minutach.
-Wojtek, Boże nic Ci nie jest ?! - wpada kiedy widzi mnie w poczekalni .
-Spokojnie, żyje.
-Boże krew Ci leci. - patrzy na całą zakrwawioną chusteczkę.-I masz rozciętą wargę.
-Hej, spokojnie.  Wszystko w porządku . Nic mnie nie boli, czekam na wyniki.  - uśmiecham się . - Siadaj . Muszę Ci coś powiedzieć.
Opowiadam jej że to był Damian i czemu w ogóle tu jestem .
-To niemożliwe!
-a jednak. Twój były to niezły kozak .
-Przecież on jest jakiś... grrr. Boże, nienawidzę go . - mówi ze złością.- Przykro mi . To taki debil.
-Spokojnie . Złapali go za dwa inne pobicia więc chyba mamy z nim spokój.
-no tak .
Siada i smutno patrzy w ziemię .
-Wszystko ok ?
-Tak, ale martwię się o ciebie .
-Przecież nie ma czym, chyba widzisz, że wszystko w jak najlepszym porządku.-odpowiadam patrząc jej w oczy.
-Niby tak, teraz tylko smarkasz krwią, a dobrze wiesz, że on ci nie odpuści.-odpowiada zakładając nogę na nogę.
-Damian? Pójdzie siedzieć za te inne pobicia. Jak znaleźli przy nim albo w jego aucie narkotyki to dłużej zejdzie. A to, że teraz we mnie wjechał to zwykły przypadek.
-Może i przypadek, ale ma kolejny powód żeby...
-Daj spokój. Będzie co będzie, a jego mam dupie. Masz chusteczki? Ta już się nie nadaje.
-Jasne, trzymaj.-podaje mi paczkę i już nie wraca do tematu.
-Trochę mi się odechciewa tej kolacji wieczorem...może ją przełożymy?-pytam żeby zabić tę krępującą ciszę.
Po szpitalnych korytarzach ciągle ktoś się kręci, pielęgniarki biegają po salach i recepcji, pacjenci siedzą i czekają. Co jakiś czas przechodzi lekarz i za chwilę z powrotem idzie do swojego gabinetu. Pacjenci są wywoływani po wyniki, na wizyty, wchodzą do gabinetów, wychodzą, ciągle ktoś się zmienia ale jakoś nie słychać mojego nazwiska, jestem tym lekko poirytowany.
Osobiście uważam, że po nastawieniu nosa mogli mi dać spokój i wypuścić do domu.
-Chyba żartujesz, idziemy. Obiecałam twojej mamie.
-Ale naprawdę nie mam ochoty, zresztą tak źle się czuję po tym wypadku...-opieram głowę na jej ramieniu i liczę, że to kupi.
-Tak? To chyba poprosimy pielęgniarkę, żeby cię wzięła na inne badania, może powinieneś zostać tu na parę dni na obserwacji, hm?-uśmiecha się z przekorą.
-Dobra, będziesz czegoś chciała.-siadam prosto.
Wtedy z głośnika słyszę moje nazwisko i idę odebrać wyniki badań.
Lekarka tłumaczy, że wszystko jest w porządku i mogę iść do domu.
Czyli siedziałem tu bez powodu. Wracam do Oli.
-Chodź, nie ma po co dłużej tu sterczeć.
-Jak z wynikami?-pyta zatroskana.
-Wszystko dobrze, czekaliśmy na to, żeby usłyszeć, że mogę wyjść. Chodź, bo zostaniesz tu tak długo jak ta pani.-wskazuję na starszą panią, która pochrapywała na krzesełku obok.-Ona czeka tu od 85'.
-Jak możesz!-Ola tłumi śmiech i uderza mnie lekko w ramię.
-Ja prowadzę.-przed szpitalem wyciągam rękę po klucze od audi Dawida.
-Jesteś pewien?
-Tak, dawaj kluczyki.
Wzrusza ramionami i rzuca mi klucze, sama zajmuje siedzenie pasażera.
-Dokąd jedziemy?-pyta, gdy zauważyła, że znajdujemy się przy wyjeździe z Warszawy.
-Do Legionowa.-odpowiadam skręcając z autostrady.
-Po co? Mieliśmy...
-Tak, tak. Jedziemy po samochód, Porsche szybko nie wróci. A szkoda, taki mój pierwszy poważny wydatek, sentyment mam.-uśmiecham się.
-A skąd Ty chcesz w Legionowie samochód wziąć?
-Od Westa.
-A nie pomyślałeś, że ja wcale nie chcę jechać do Westa?
-Dawid nie pożyczyłby mi samochodu, pożycza go Tobie. Ty go pożyczyłaś i Ty go oddasz.-uśmiecham się.-Skarbie, taksą jechałbym tutaj kilka godzin.
-Czyli wracamy osobno?-pyta.
-No tak. Dasz sobie radę za kierownicą?-pytam z ironią.
W odpowiedzi unosi środkowy palec z uśmiechem.
W końcu dojeżdżamy do sporego domu ogrodzonego wysokim murem. Ola przygląda się uważnie okolicy.
-Nie wygląda to na siedzibę gangstera.-mówi.
Uśmiecham się. Dla niej wiele rzeczy jest bardzo stereotypowych.
-West nie jest tylko gangsterem.-podjeżdżamy pod bramę i dzwonię videofonem.
-Wojtek? Co Ty do cholery robisz w tym audi?-pyta West.
-Mój trochę ucierpiał, wpuść nas to chętnie ci opowiem.
-Dobra.
Wjeżdżamy po siwym bruku pod drzwi domu, a właściwie dworku.
Wysiadam z auta, ale widzę, że Ola się nie rusza.
-Będziesz tu siedzieć?-pytam przez otwarte drzwi.
-A długo Ci to zajmie?
-Raczej chwilę. Nie mogę wejść, poprosić o samochód i wyjść, trochę kultury.-puszczam jej oczko.
Przewraca oczami i wysiada.
Rozglądamy się przez moment po podwórku Westa. Przed dużym, białym dworkiem jest spore rondo obsadzone krzakami, po prawej stronie idzie brukowana ścieżka, która prowadzi za dom, do ogrodu. Resztę zasłaniają drzewa.
Po lewej stronie widać duży garaż i bramę prowadzącą na pole. Tam jest trasa, na której jeździ się quadami.
-Kim on jest skoro nie tylko gangsterem? Tego na pewno się nie dorobił na...
-Wyjaśnię w drodze powrotnej. Jest biznesmenem. Więcej powiem jak wrócimy, ok?
-Dobra.-zgadza się.
Wchodzimy do domu.
West czeka na nas w korytarzu. Po wejściu do domu mijamy drewniane, szerokie schody prowadzące na piętro, drzwi do piwnicy i jadalnię. Wchodzimy do dużego salonu z kominkiem, kremowymi skórzanymi kanapami i szklanym stołem. Przy wyjściu na taras stoi dobrze zaopatrzony  barek, kolekcja płyt i kwiaty. Po lewej stronie jest łuk prowadzący do kuchni, skąd czuć zapach parzonej kawy, Widzę szok i pewien podziw malujący się na twarzy Oli.
-Siema! Co się stało nieśmiertelnej cayenn'ie? Siadajcie.-West gestem wskazuje na kanapę.-Zaraz będzie kawa, chyba, że zostajecie na noc?
-Nie, wracamy. Cayenne dziś rozjebał Damian Lesiński.-wzdycham i siadam na kanapie.-Przyjechałem z pytaniem czy pożyczysz mi na jakieś max. 2 tygodnie jakiś wóz.
-Jasne, że tak ale to później pójdziemy coś wziąć. Jak to Lesiński?
-Normalnie, wjebał się we mnie dziś w mieście, przez przypadek.
-Przez przypadek?
-Raczej tak, ale jak zobaczył, że to ja to się rzucił z łapami przy policji, nos mi nastawiali, 2 godziny z życia na miejscu wypadku przesrane i 2 w szpitalu.
Kobieta wyglądająca na pokojówkę lub pomoc domową przynosi dzbanek z kawą, kubkami, cukrem i mlekiem. Druga przynosi ciastka i talerzyki.
Uśmiechają się i wychodzą.
-Świetny dzień widzę.
-Ta, niesamowity. A jeszcze musimy wracać, bo Ola wspaniałomyślnie zgodziła się na rodzinną kolację u mnie w domu.-patrzę na nią, ale ona chyba wcale nas nie słucha. Patrzy przez okno na ogród. Fakt, że robi wrażenie. Dużo kolorowych, masywnych kwiatów, równy trawnik, basen z leżakami, grill i krzesełka, gdzieś dalej altana ze stawkiem.
-No zdarza się, co się nie odzywasz?-pyta ją West.
-Trochę zaskoczył mnie Twój dom. To naprawdę tutaj są te wasze imprezy? Wątpię.-uśmiecha się.
West się śmieje.
-Nie, nie tutaj. Od tego mamy miejscówkę bliżej centrum. Klucze ma każdy od nas i może tam wejść kiedy chce. Tutaj mieszkam ja i Kasandra. Wiedzą o tym tylko zaufani ludzie, reszta nie jest mile widziana. Ochrona ma wszystko pod kontrolą.-tłumaczy jej.
-Ok, spoko.
Jeszcze pół godziny pogadaliśmy i poszliśmy po samochód.
Z 4 obecnych wybrałem czarnego lexusa, który był absolutnie dla mnie. Obok stał jeep, ferrari i mitsubishi. Lexus odpowiadał mi sportowym, ale eleganckim kształtem, mocą i wygodą. Najlepsze wrażenie robił jednak środek-bordowe skóry i wykończenia i czarny kokpit. Stwierdziłem, że też muszę sobie takie cudo sprawić.
-To dzięki, oddam jak tylko będę miał porschaka.-mówię przed domem.
-No spoko, spoko ziomek.
-To narazie!-Ola żegna się z Westem i wsiada do Audi Dawida.
-To jej brat wisi nam hajs tak?-pyta West.
-No tak.
-Chłopak ma czas do jutra, wiesz o tym?
-Wiem, pamiętam. Myślę, że skumał i ma pieniądze.
-Co robimy z Damianem?-pyta West odpalając papierosa. Żeby zyskać na czasie i chwilę porozmawiać z nim sam na sam też biorę fajkę.
-Niby ma siedzieć.
-Wiesz jaki on jest, wywinie się, zrzuci na kogoś, ujdzie mu to wszystko i wyjdzie. A z tego co opowiadałeś jest wkurwiony na ciebie totalnie.
Zerkam w stronę Oli, zniecierpliwiona uderza palcami o kierownicę, ale nic nie mówi i nie wysiada.
-Jest. Dziś stwierdził, że mnie zapierdoli. To, że z nią jestem jeszcze go bardziej podburzyło.
-Jego kumple już pewnie czegoś na ciebie szukają, bo na 100% wiedzą o wszystkim.
-Na pewno. Dawid się z nim zadaje.
-Kim jest Dawid?
-Jej brat.
-Ten typ, który ojebał nas na hajs jest ziomkiem Damiana i jeszcze w dodatku bratem twojej laski?
-A moja laska jego byłą. Bingo.
-Coś mi świta...ale muszę przemyśleć.-zamyślony zaciąga się.
-Trzeba wyciągnąć z chłopaka co wie, nie?
-Tak. Zgrywa odważnego ale jak co do czego to myślę, że wszystko powie. Co z dziewczyną? Nie wydaje mi się, żeby przymknęła na to oko.
-Ją zostaw mnie. Coś wymyślę...chyba.
-Bez chyba. A ja przemyślę co z chłopakiem. Lepiej dla niego jeśli ma dla nas pieniądze. Lepiej dla nas jeśli ich nie ma.
-Wiem.-gaszę niedopałek.-Zdzwonimy się. Dzięki za samochód jeszcze raz, nara.
-Trzymaj się.



3 komentarze:

  1. Lubisz zostawiać nas w niepewności? :D
    Zajebiste
    Mam nadzieje, że Oli nic się nie stanie ; o

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że tak późno masz zamiar dodać :C
    fragment wspaniały :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Pobudzasz wyobraźnie, fantastycznie :3
    Opis- pierwsza klasa, brawo :))

    OdpowiedzUsuń